niedziela, 6 maja 2018

Historia Polski Francuskiego księdza Pierre'a François'a Guyot-Desfontaines'a cz. 1


Jak wygląda historia Polski pisana przez cudzoziemców, jak ją zaczynają czy wnoszą coś ciekawego i nowego jeśli chodzi przynajmniej o początek.
Poniżej początek francuskiej kroniki Rewolucji w Polsce wydanej w 1735 r i napisanej  przez francuskiego księdza  Pierre'a François'a Guyot-Desfontaines'a.

Abbé (ksiądz) Pierre François Guyot-Desfontaines (1685 -1745) – jezuita, historyk i dziennikarz, tłumacz. Kojarzony przede wszystkim ze swej polemiki prowadzonej z Wolterem . Przetłumaczył z jęz. angielskiego Podróże Guliwera Jonatana Swifta z 1727 r. i napisał kilka innych znaczących pozycji.

https://pl.wikipedia.org/wiki/Pierre_Desfontaines




Pierre François Guyot Desfontaines, miedzioryt Georga Fridricha Schmidta, według malunku Louisa Toque1742








Tutaj jest link, gdyż myślałem, że nie jest dostępna, ale przez przypadek znalazłem
https://books.google.pl/books?id=o-HTYtbLiioC&printsec=frontcover&hl=pl#v=onepage&q&f=false


Historia rewolucji Polski

Wprowadzenie

Polacy, jaka większość innych ludów, których początek jest nieznany, szukali sławnych przodków w bardzo odległej starożytności. Jeśli wierzyć historykom tego narodu, ich pierwszym księciem był potomek Jafeta, syna Noego, o imieniu Lech [w oryginale: Lecht], przybyły z Dalmacji. Ten władca pozostawił swój tron swojemu synowi Wizymirowi [w oryginale: Vissimir], który zbudował miasto Gdańsk. W historii nie znajduje się żadnego śladu tego, kto był potomstwem tych dwóch pierwszych królów Polski. To luka, której nawet sama baśń nie próbowała wypełnić. Baśń ta tylko suponuje, że po wygaśnięciu całej rodziny królewskiej naród zebrał się, by wybrać sobie nowych panów. Szlachta miała właśnie przystąpić do tej elekcji, gdy lud, udręczony tyranią ostatnich królów, zażądał zniesienie rządu monarchicznego, by już dłużej nie zależeć od kaprysów jednego człowieka.

Możni, zwabieni nadzieją współdzielenia miedzy siebie kolejno zaszczytu przywództwa, bez trudu poddali się naleganiom ludu. Utworzono więc republikę, której zarząd powierzono 12 wojewodom. Ale niestały lud zniechęcił się wkrótce i do tej nowej formy rządu. Anarchia pełna bezładu i pomieszania sprawiła, że zaczął nienawidzić swojej niezależności. Wrogowie, zawsze gotowi korzystać z zamieszek w państwie i z okoliczności chwili, bezkarnie najeżdżali prowincje, i sprawili, że nieszczęsna wolność więcej kosztowała ten naród, niż mu oferowała.

Lud otworzył oczy na swoją prawdziwą korzyść, że jest dla niego bardziej korzystne mieć jednego pana, niż mieć ich wielu. I tak Polacy zamyślali nad wyborem króla. Wybór ten nie był łatwy, Należało wybrać wojownika, by powstrzymać najazdy sąsiednich ludów, by odzyskać zagarnięte ziemie, by przywrócić honor narodu. I należało jednocześnie, by ten wojownik z wielkąa odwagą połączył roztropne miłosierdzie, by władać umysłami, które długa niezależności uczyniła nieposłusznymi, i by cnota przyszłego władcy była gwarantem, że będzie on w stanie sprawować władzę najwyższą, którą naród zechce mu powierzyć.

Przymioty te rzadko są połączone w jednym człowieku. Polacy znaleźli jednak jednego ze swoich współziomków, który je posiadał w tym samym stopniu. Grakch [w oryginale: Grack] był tym cnotliwym mężem, który położył kres nieszczęściom Polski. Szczęsny w wojnach, które podejmował, i o roztropności okazywanej w rządzeniu, był on zawsze ukochany przez swój lud, a dla wrogów był postrachem. Zbudował Kraków nad Wisłą, a i Czechy podporządkowały się prawom władcy tak doskonałego.1

Lech II, jego syn, stał się jego następcą nie inaczej, jak za sprawą zbrodni; sekretnie zabił Grakcha, swojego starszego brata, i wstąpił na tron swojego ojca tak przez wybór szlachty, jaka i przez prawo sukcesji. Wszytko było mu poddane, dopóki jego zbrodnia pozostawała sekretna; ale kiedy stała się znana, możni nie mogli ścierpieć mordercy swojego brata zasiadającego na przywłaszczonym, tronie, i trzymającego cugle władzy w rękach splamionych krwią ich prawowitego władcy. Został on we wstydzie wygnany, lub, według pewnych autorów, zmarł bezdzietnie, wzgardzony przez swoich poddanych, i dręczony wyrzutami sumienia.

Po śmierci dwóch dzieci płci męskiej Grakcha I Polacy przystali na poddanie się władzy jego córki, zwanej Wanda, księżniczki o wielkiej piękności, wymowności, mądrości, i o dowadze ponad swoja płeć. Królowa ona z chwałą, w głębokim pokoju, gdy sąsiedni władca wysłał do niej posłów, by rokowali o jego z nią małżeństwie, albo - w wypadku odmowy – wypowiedzieli jej wojnę. Wanda, jak się powiada, nie dała sobie możliwości wyboru, przez śluby dziewictwa, które złożyła swoim bogom. Przygotowała się więc do wojny, zebrała oddziały, stanęła na ich czele, natchnęła je swoją obecnością i swoimi mowami. Pomieszała szyki wrogowi, przeciwstawiła się jego najazdowi, i na koniec zmusiła go do przybycia na rozmowy. Czegóż nie potrafi piękność połączona z elokwencją? Wandą z samą swoją własną bronią stała się wkrótce zwycięska; w jednej chwili oczarowała oddziały wrogów, dowódcy odmawiali walki przeciw tak czarującej władczyni, żołnierze porzucali swoje szeregi, najbardziej płochliwi zostali rozbrojeni; zaś ich wódz, porzucony przez swoich, skonfundowany, gdy utracił nadzieję, zabijając się sam siebie ukarał za zuchwalstwo.

Władczyni nie miała trudności z przebaczeniem wrogom pokonanym w taki sposób. Usatysfakcjonowana tym, że zapewniła pokój swoim poddanym, podążyła, by przyjąć ich owacje w Krakowie, gdzie oni zdecydowali uświetnić jej triumf, za zwycięstwo, które ona zawdzięczała tylko swojemu urokowi i swojemu umysłowi, i którego chwały ani trochę nie dzieliła ze swoimi żołnierzami. Jakiż żal widzieć, jak ta wielka władczyni stała się szalona po tym wydarzeniu. Patrzyła na nie jako na znak przychylności swoich bogów opiekuńczych, i uważał, że powinna   tym bogom dać świadectwo wdzięczności za przychylność, przez najdziwniejsza ofiarę, w której ona sama służyła jako zwierzę ofiarne; i tak skoczyła do Wisły.

Gdy tak tragiczna śmierć drugi raz pozostawiła Polaków bez pana, zechcieli oni znów posmakować słodyczy niezależności. Jakkolwiek wolność już raz stała się dla nich zgubna, zwiodła ich przyjemność zmiany, i powrócili do rządu republikańskiego. Polska został więc podzielona na 12 województw, zarząd nad którymi został powierzony takiej samej liczbie możnych, by tam wymierzali sprawiedliwość, i bronili ich przed wrogami państwa. Ten dawny porządek nadal istnieje; dzisiaj wojewodowie, pod zwierzchnictwem królów, mają władze niemal taką sama, jaką mieli w czasie ich pierwszego ustanowienia.

Ta nowa zmiana spowodowała nowe nieszczęścia. Armie polskie odniosły niewiele sukcesów pod dowództwem wojewodów. Republika była bez sił, bez oddziałów, i otoczona wrogami gotowymi całkowicie ją przygnieść. Jedynym człowiekiem, który miał zręczność i odwagę naprawić całe to zło, i przywrócić państwu jego dawną chwalę, Przemysł [w oryginale: Przemysle, lub Premislas], albo Leszko I, zwykły żołnierz, którego wielkie serce i długie doświadczenie ponad stan jego wynosiły, stal się wybawicielem ojczyzny. Ten dzielny człowiek dostrzegł, że wrogowie, wierząc, że nikogo już nie ma do pokonania, mało się pilnowali w swoim obozie, i dołączył do pewnych swoich przyjaciół, wyraźnie przestawił im ich wspólne nieszczęścia, poczucie bezpieczeństwo ich wrogów i łatwość zwycięstwa, i skłonił ich do przedsięwzięcia, które tylko godna pochwały zuchwałość czyniła pomyślnym. Rozdzielił swój oddział na kilka plutonów, skorzystał z ciemnej nocy, i dołączając celowo strach przed ciemnością do zwykłego pomieszania wynikłego z zaskoczenia, wniósł przerażenia i śmierć w środek wrogów. Wszystkie jego ataki się powiodły; wszedł w kilku miejscach do obozu, wszyscy uciekli lub padli pod ciosami. Bogaty łup był pierwsza nagrodą za tę brawurową akcję. Przemysł został następnie ukoronowany, i lud swojego wybawiciela uczynił swoim panem.

Sama wartość wyniosła Przemysła na tron; los dał mu sukcesora. Ten władca zmarł bezdzietnie, wielu możnych aspirowało na równi do władzy monarszej, i przez swoją rywalizację uformowali różne partie, których wrogość groziła wojną domową. By jej zapobiec, Polacy zebrali się, i jednomyślnie zgodzili się uznać za władcę tego, który pokona wszystkich swoich konkurentów szybkością swoich koni. Wybrano ten środek jako zabezpieczony przed postępem. Wszelako możny polski, zwany Leszek, sądził, że sztuczka może dopomóc jego ambicji. Rozsypał więc potajemnie na trasie biegu ostrza żelaza, zostawiając jako wolna od nich tylko jedną ścieżkę, rozpoznawalną przez pewne znaki, i ścieżkę tę zarezerwował dla siebie samego. Ale przypadek uczynił to oszustwo bezużytecznym, bowiem zostało ono zauważone przez pewnego młodego człowieka, którego wysokie przymioty były przysłonięte przez niskość jego urodzenia i jego zawodu. Ten młody człowiek sądził, że nie powinien rozpowszechniać publicznie swojego odkrycia, a to częścią przez strach, częścią dlatego, że mniemał, iż sam z tego oszustwa skorzysta.

Wreszcie nadszedł dzień ustalony na wyścig. Ale jakież było zdziwienie całego zgromadzenia, czy też raczej całego narodu, zebranego na to widowisko, gdy ujrzano, że wszyscy pretendenci albo tkwią nieruchomo na środku trasy biegu, albo zostali zrzuceni przez swoje konie, a jeden Leszek pędzi swojego konia z impetem, w kierunku kolumny, która była znakiem granicznym wyścigu. Przybył tam wkrótce, gdy ten nieznany młodzieniec, który odkrył sztuczkę i który przybył za tamtym do znaku granicznego, ośmielił się domagać się tego tytułu, wyjawił bowiem tamtą sztuczkę. Skoro zaś dowód, że Leszek chwycił się niegodnego środka, by dostąpić tronu, był pewny, wszyscy jego rywale, którzy zostali oszukani, przeciw niemu powstali. Lud był poruszony, od razu skazał Leszka na śmierć, i przez dziwny, lecz stosowny dla pomieszanego tłumu, kaprys, ukoronował denuncjatora.

Polakom szczęśliwie się wiodło pod panowaniem tego nowego władcy, którego nazwali Leszko II, imię wtedy dość rozpowszechnione u ludu. On odparł wrogów państwa, i zaniósł wojnę na obszar ich krajów. Czesi, Morawianie doświadczyli pomyślności jego oręża, i wszystkie sąsiednie ludy poważały go lub się go bały. Lubo był wojownikiem, miał też wszystkie inne cnoty wielkiego władcy. Zasługa zawsze była nagradzana pod jego panowaniem; ojcem był i opiekunem swojego ludu. Zresztą ani trochę nie zapomniał o swoim dawnym stanie. By zabezpieczyć się przed oznakami pychy, nakazał, by przed nim w czasie ceremonii publicznych noszono mizerne stroje, których używał, zanim Polacy przyodziali go w purpurę.

Wierzy się, że Leszko został pokonany przez Karola Wielkiego, i że został zabity w bitwie przeciw jednemu z synów tego cesarza. Jakkolwiek było, nastąpił po nim jego syn, Leszko III, i dzięki swojej odwadze i cnocie podtrzymał rozgłos swojego ojca i swój własny. Po poskromieniu kilku rebelii, które pojawiły się w Polsce, przyszedł z pomocą sąsiadom zaatakowanym przez Greków; a jego pomoc była tak silna, że Panonia zawdzięcza mu swoją wolność. Ten władca miał tylko jednego prawowitego syna, o imieniu Popiel, ale miał wielką liczbę synów nieprawych, którym dał władzę nad poszczególnymi prowincjami, dla ulżenia koronie polskiej i ich bratu, który za zgodą możnych wstąpił po Leszku na tron.

Popiel I był władca pokojowym. Nie brał oręża inaczej, jak tylko by bronić granic, i, poświęcając się zarządzaniu wnętrza swojego królestwa, jak tylko po to, by mieć pokój, i cieszyć się spokojem, który tak zwyczajnie uwielbiał. Przeniósł on stolicę państwa z Krakowa do Gniezna, i z Gniezna do Kruszwicy, nowego miasta, które nakazał zbudować, a które jest obecnie znane tylko ze swego dawnego rozgłosu.

Niepełnoletniość jego syna Popiela II przebiegła bez żadnych kłopotów, pod mądrym zarządem wujów młodego władcy. Ale niezbyt ich za ich służby wynagrodzono; a Popiel, gdy stał się pełnoletni, w miejsce należnej wdzięczności, miał dla nich tylko czarną niewdzięczność. Z natury miał złe usposobienie, a jego złe skłonności na nieszczęście znalazły wsparcie dzięki sztuczkom ambitnej kobiety. Próbowała wszystkiego, by odsunąć wujów władcy, a wreszcie postanowiła ich zgubić. „Jak długo jeszcze” - powiedziała do Popiela - „pozostaniesz pod opieką twoich wujów? Czy już na zawsze będą panami spraw, i twojej osoby? Podczas gdy wszystkie ich kroki zmierzają ku tronowi, ty nie podejmiesz żadnego kroku, by ich od tronu odpędzić? Chcą oni korony, oto cel ich służb. Jeśli nawet ciebie oszczędza, bój się o nasze wspólne dzieci. Poświęć więc tych wiarołomców dla twojego bezpieczeństwa; powinieneś obawiać się ich wszystkich.” Ten władca chciwy i lubieżny tym łatwiej dał się przekonać, że napomnienia jego wujów odnośnie jego słabości były dlań nie do zniesienia. Udał więc chorobę, i pod tym pretekstem ściągnął ich wszystkich na dwór, i ani trochę nie wzdrygnął się, by podczas święta samemu podać im zatruty puchar, który nakazał przygotować.

Popiel chciał osłonić uczynek tak obrzydliwy, i sprawić, by wierzono, że on tylko ubiegł zgubne zamiary wujów, zduszając niosący zagładę spiek, uknuty przecie jego życiu i jego koronie. Zabronił nawet, by oddano im ostatnią posługę, doprowadzając w ten sposób nieludzkość aż poza ich zgon. Ale te  oszpecone trupy wydały z siebie właściwych mścicieli. Armia szczurów - jeśli wierzyć niektórym historykom - wyszła z rozkładających się trupów, by zaatakować tyrana, i zawzięcie aż do jego tronu ścigały jego, jego żonę i jego dzieci; niczym - jak się powiada - nie można było się od nich opędzić, ani żelazem, ani ogniem, ani wodą. Cała rodzina królewska stała się łupem szczurów.

Ukaranie Popiela rozciągnęło się na jego poddanych, i to wydaje się być mniej bajeczne. W istocie, po śmierci tego niegodziwego władcy pozbawiona przywódcy Polska stała się teatrem najbardziej krwawej wojny. Grabieże, mordy, podpalenia, wszystko stało się dozwolone, albo bezkarne, w tych nieszczęsnych czasach. Skłóceni ze sobą możni na równi sprzysięgali się, przez swoje niezgody, na całkowitą zagładę państwa. Codziennie powstawały nowe stronnictwa, i słabszy był niszczony przez silniejszego. Wrogowie [zewnętrzni], dzięki tym zamieszkom, wkrótce uszykowali się, by zgnieść na równi zwyciężonych i zwycięzców. Strach przed wojną zewnętrzną bardziej poruszył możnych, niż wszystkie okropności wojny domowej, i interes publiczny, jednoczący ich przeciw wspólnemu wrogowi, przytłumił partykularne podziały. Ale nie było władcy, którego autorytet byłby dość szanowany, by złączyć przywódców niezależnych jeden od drugiego, i którzy wszyscy na równi aspirowali do dowództwa nad wojskiem.

Deputowani narodu byli od dłuższego czasu zgromadzeni w Kruszwicy, nie mogąc dojść między sobą do porozumienia odnośnie wyboru władcy. Wielka liczba osób, które elekcja przyciągnęła do tego miasta, sprawiła, że było tam tak mało jadła i napojów, że brakowało ich nawet dla możnych. W tej skrajnej potrzebie - mówi łatwowierny historyk polski1 - dwaj aniołowie pod ludzką postacią przybyli do Kruszwicy, i zatrzymali się u pewnego człowieka nazywanego Piast, najbardziej sprawiedliwego i najbardziej dobroczynnego ze wszystkich Polaków. U niego nie zostało nic więcej, jak tylko mała beczka napoju alkoholowego powszechnego w tym kraju. Poczęstował tym napojem swoich nowych gości, którzy, by się zań odwdzięczyć, obiecali mu koronę Polski, i upewnili go przez cud, którego w tym celu dokonali, o bliskim spełnieniu się ich obietnicy. Nakazali mu, by dawał ten napój wszystkim, którzy go oń poproszą; uczynił to, i obywatele Kruszwicy znaleźli w małym naczyniu źródło, którego nie mogli wyczerpać.

Wszystkie głosy wyborców połączyły się na rzecz jednego człowieka, dla którego niebiosa uczyniły znak wieszczy tak oczywisty.  Zabrano Piasta z jego chaty, by posadzić go na tronie, i jakkolwiek odmawiał tego zaszczytu,. Polacy jednomyślnie uznali go za władcę. Jego syn Siemowit [w oryginale: Semovit] był jego następca i panował przez 32 lata. Po jego śmierci możni jego syna Leszka [w oryginale: Leszko], mimo że był niepełnoletni, wynieśli na tron ojcowski. Ten władca nie dokonał niczego sławnego, a za następcę miał swojego syna Siemomysła [w oryginale: Zemomysle, lub Semomislas].

Koniec wprowadzenia.

Księga pierwsza

[na marginesie: Mieszko I, książę Polski] Północ zaczęła uznawać Jezusa Chrystusa. Sklawinia [zapewne chodzi o Chorwację] już od pewnego czasu wyzbyły się błędów pogaństwa. Pobożna księżniczka nawróciła także i Polskę. Dąbrówka, córka sksięcia Czech, była tą, którą Bóg posłużył się dla tego dzieła; nie zgodziła się ona wyjść za Mieszka [w oryginale: Miecslas], jak tylko pod warunkiem, że przyjmie on chrzest. [na marginesie: Polacy przyjmują chrześcijaństwo] Władca został pouczony o prawdach wiary; a od kiedy stał się chrześcijaninem, chciał, by cały jego lud był chrześcijański wraz z nim, i stał się jego apostołem. Bałwany zostały rozbite, a na ruinach ich ołtarzy zbudowano świątynie prawdziwego Boga.

Po pewnym czasie od swojego nawrócenia Mieszko wysłała do Rzymu arcybiskupa Krakowa, by zapewnić papieża o swoim posłuszeństwie, i poprosić go o koronę królewską. Lecz Benedykt VII przełożył nad niego Stefana, księcia Węgier, który tak samo poprosił go o koronę królewską, czy to dlatego, że papież był uprzedzony do Mieszka, czy to dlatego, czy to dlatego, że dowiedział się już o śmierci tego władcy.

[na marginesie: Bolesław Chrobry lub Wielki, I, król Polski] Nastąpił po nim jego syn Bolesław. Ten władca był już w dojrzałym wieku, gdy wstąpił na tron. Nigdy trudności nie zatrzymywały jego odwagi. Najbardziej surowe uciążliwości wojny były dlań przyjemnościami. Dowódca i żołnierz, on umiał jednocześnie rozkazywać i wykonywać. Okazały na zewnątrz, gdy chodziło o podtrzymywanie wizerunku poważanego władcy, przystępny i łaskawy na osobności, był szanowany i kochany przez lud, którego był raczej o0jcem, niż królem. Jego rozgłos stał się tak wielki, że Otton III przybył do Polski, tyleż by zaoferować mu swój sojusz, ileż by wypełnić ślub, który uczynił dla męczennika, św Wojciecha [w oryginale dwie francuskie formy tego imienia: Adalberta, lub Alberta]. [na marginesie: Polska podniesiona do rangi królestwa] Cesarz był tak zadowolony z przyjęcia, że uznał, iż powinien dać mu świadectwo swojego uznania, czyniąc mu zaszczyt, który mógłby dorównać dobrej gościnie, jaką otrzymał we wszystkich krainach tego władcy [tj. Bolesława]. Ukoronował go na króla, i jako herb dał mu orła cesarskiego na czerwonym polu.



1    Wierzy się, że Grakch panował na początku VII wieku. Długosz [w oryginale: Dugloss] mówi, w tomie I: „Niektórzy twierdzą, że książę Grakch zaczął panować nad narodem polskim około 400 lat przed Wcieleniem Chrystusa” [fragment Długosza tłumaczony z łaciny]. Jeśliby on żył 400 lat przed Chrystusem, jaka byłaby luka od jego panowania aż do panowania Mieszka I [w oryginale: Miecslas].
1    Długosz [w oryginale: Dugloss], kanonik krakowski, autor historii Polski napisanej po łacinie. 

{Bolesław Chrobry lub Wielki, I, król Polski} Nastąpił po nim jego syn Bolesław. Ten władca był już w dojrzałym wieku, gdy wstąpił na tron. Nigdy trudności nie zatrzymywały jego odwagi. Najbardziej surowe uciążliwości wojny były dlań przyjemnościami. Dowódca i żołnierz, on umiał jednocześnie rozkazywać i wykonywać. Okazały na zewnątrz, gdy chodziło o podtrzymywanie wizerunku poważanego władcy, przystępny i łaskawy na osobności, był szanowany i kochany przez lud, którego był raczej ojcem, niż królem. Jego rozgłos stał się tak wielki, że Otton III przybył do Polski, tyleż by zaoferować mu swój sojusz, ileż by wypełnić ślub, który uczynił dla męczennika, św Wojciecha [w oryginale dwie francuskie formy tego imienia: Adalberta, lub Alberta]. {Polska podniesiona do rangi królestwa, 1001} Cesarz był tak zadowolony z przyjęcia, że uznał, iż powinien dać mu świadectwo swojego uznania, czyniąc mu zaszczyt, który mógłby dorównać dobrej gościnie, jaką otrzymał we wszystkich krainach tego władcy [tj. Bolesława]. Ukoronował go na króla, i jako herb dał mu orła cesarskiego na czerwonym polu. Dwaj władcy utwierdzili na koniec ich nowy sojusz przez małżeństwo Ryksy lub Rychezy [w oryginale: Rische], córki Gotfryda, hrabiego palatyna Renu, i siostrzenicy cesarza, z Mieszkiem, synem Bolesława.

{Wojna czeska} Czesi nie mogli patrzeć bez zazdrości na ten nowy stopień wywyższenia, który właśnie uzyskał król Polski. {1002} Wydawało im się, że, skoro nie są gorsi od Polaków, chwała tego królestwa jest dla plamą dla ich królestwa; i, by plamę te zetrzeć, nierozważnie nakłonili swojego księcia Bolesława do wojny, która stała się dlań zgubna. Książę Czech, mimo że nie miał żadnego powodu do skargi, i wszystkie miejsca, które mógł przemierzać, nasycił ogniem i krwią. Inwazja tak nieoczekiwana, i tak niesprawiedliwa zasługiwała na szybką zemstę; tymczasem jednak uznał [Chrobry] za słuszne, by ją przerwać, i posłać posłów do księcia Czech, by poznali motywy tak nagłego złamania pokoju. Uzgodniono rozejm, który Czesi także zerwali. Po raz drugi wtargnęli do Polski i dokonali tam takich samych zniszczeń. Na tę wiadomość król dosiadł konia, i wyruszył przeciw nim; lecz oni nie ośmielili się nań czekać, pogłoska o jego przybyciu pchnęła ich do ucieczki, a zatrzymali się dopiero w swoim kraju, ze swoim łupem i wielką liczbą jeńców.

Król nie uznał za stosowne ich ścigać, czy to dlatego, że brakował mu żywności, czy to z powodu złej pory. Lecz choć odłożył swoją zemstę, nie stała się ona przez to mniej powalająca. Gdy dokonano wszystkich przygotowań, stanął na czele kwitnącej armii, i wtargnął do Czech, by uczynić z nich swoją zdobycz lub swój łup. Wróg nie ośmielił się pokazać wobec siły tak znakomitej, i pozostawił go [Chrobrego] panem wojennej kampanii. Ani zniszczenia czynione przez polskie oddziały, ani zdobycie i złupienie miast, nie mogło ściągnąć go do bitwy. Praga została zdobyta po dwuletnim oblężeniu, i wydana na łup. Wszystko przypadło zwycięzcy. Nie mógł on jednak chlubić się, że jest panem Czech, dopóki nie miał w swej władzy księcia. Władca ten zamknął się, wraz ze swoim synem Jaromirem, w twierdzy w Wyszogrodzie, zdecydowany bronić się przed wszystkimi atakami Bolesława. Otoczono więc twierdzę oblężeniem, którego powodzenie powinno zakończyć wojnę; silny motyw pełnych wigoru ataku, i takiej samej, lecz bezskutecznej, obrony. {Zwycięstwa Bolesława, i podbór Czech i Moraw} Trzeba było ustąpić powodzeniu oddziałów polskich, miejsce zostało zdobyte, książę i jego syn stali się jeńcami wojennymi. Zdobycie Moraw nastąpiło po zdobyciu Czech.  Łaskawość króla wobec zwyciężonych ludów zachowała dlań to, co zyskała jego waleczność.

{1005} Jego wspaniałomyślność i jego chęć, by przyjść z pomocą nieszczęśliwym, skłoniły go wkrótce potem do wojny trudniejszej, lecz którą jego zręczność pozwoliła mu ukończyć z taką samą chwałą. By ten fakt zrozumieć, należy się nieco cofnąć w czasie, i dać pewne wyobrażenie o stanie,w jakim było imperium Rusinów, czy też Moskowitów.

{Wojna ruska} Włodzimierz, książę Rusi, próbował, przez podział, zapobiec konfliktom, które mogłyby się zrodzić między jego synami po jego śmierci. Jego starania stały się bezskuteczne, a środek, który on przedsięwziął dla zachowania pokoju, sam stał się tym, który rozpalił wojnę. Jarosław, który aspirował do pełni władzy nad Kijowem, zagniewany tym, że rozporządzenia ojca zawiodły jego nadzieje, chwycił przeciw niemu za broń, i zawładnął tym miastem, i skarbami, które tam były. Stary książę także ruszył do walki, by ukarać swojego syna, i wypędzić go z Kijowa; ale trudy wojny, złączone z troską, której przysporzyła mu ta rewolta, zmusiły go do zatrzymania się w Berestowie, gdzie zmarł kilka dni potem. W czasie jego nieobecności Borys i Świętopełk, dwaj inni jego synowie, podjęli się dowodzenia armią. Nie będąc poinformowani o śmierci ojca, walczyli z tak wielką dzielnością, że odnieśli całkowite zwycięstwo nad Jarosławem. Świętopełk sam z niego skorzystał; uczynił się panem Kijowa, i, by się tam utrzymać, i nakazała zabić Borysa, którego pretensji się obawiał. Gdy ta pierwsza zbrodnia się powiodła, spróbował drugiej, i w ten sam sposób pozbył się swojego brata Gleba, by zagarnąć swoje państwo.

{1008} Jarosław wcale nie był rozbity pierwszą klęską, naprawił swoje straty, i wkrótce pojawił się na czele jeszcze potężniejszej armii. Świętopełk wyruszył przeciw niemu, i dwaj bracia spotkali się na brzegach Borystenesu [Dniepru]. Ta rzeka rozdzielała obie armie; jej wielkość i jej szybki nurt służyły im za wspólny szaniec; krańcowe niebezpieczeństwo byłoby dla tego, kto jako pierwszy sam siebie nań wystawiłby przechodząc. Świętopełk nie sądził, że powinien o to się kusić. Zadowoliwszy się pozostawaniem w defensywie, obozował na brzegu, i tam się fortyfikował. Wyobrażając sobie, że rzeka jest barierą dostatecznie silną, by zatrzymać jego wroga, popadł w niebezpieczne poczucie bezpieczeństwa, i zaniedbał straży w swoim obozie. Jarosław z tego skorzystał; pragnienie pomszczenia śmierci swoich braci, i swojej własnej klęski, sprawiły, że wykorzystał on wszystkie możliwe środki, by przejść na drugi brzeg rzeki. Wreszcie mu się to powiodło. Świętopełk zaskoczony pośrodku swoich fortyfikacji nie znalazł innego środka ratunku, jak tylko w ucieczce, i udał się do Polski.

{1008} Znalazł tam potężnego protektora. Król oszukany przez sztuczki Świętopełka, obiecał mu przywrócić go do panowania. I rzeczywiście wkroczył na Rus, i podporządkował sobie cały kraj, który rozciąga się do rzeki Bug. Jarosław oczekiwał go na drugim brzegu, by przeszkodzić mu w przejściu. Walczył z nim przez kilka dni, lecz wreszcie król dał się ponieść swojej odwadze, nie mogąc znieść dalszej zwłoki. Jakkolwiek niebezpieczna akcja ta się wydawała, wystawił się on na ryzyko nurtu rzeki, by szukać wrogów na drugim brzegu. Tak śmiałe uderzenie ich zdumiało. Pokrzepieni wszelako przez swojego księcia, który musiał stać się dowódcą i żołnierzem, dzielnie walczyli o zwycięstwo; musiano jednak ustąpić zwycięzcy bardziej potężnemu, i zręczniejszemu. Stopniowo się cofali, a ich odwrót wkrótce stał się ucieczką.

{Podbój Rusi} Król umiał skorzystać z tego zwycięstwa. Gdy dowiedział się, że Jarosław po klęsce wycofał się do Kijowa z resztkami swoich oddziałów, jego pierwszym zamiarem było go tam oblegać, i zabrał się za to z całym możliwym pośpiechem. Ale Jarosław był na to za sprytny, albo za dużo wiedział o działaniach swojego wroga, by pozwolić się zamknąć w oblężeniu, wycofał się przez przybyciem polskich oddziałów.  Niemniej uformowano oblężenie tego miejsca [Kijowa]; król, dowiedziawszy się, że obleganym brakuje żywności, poprzestał na ścisłej blokadzie, by ich osłabić głodem, bez wystawiania  na niebezpieczeństwo życia swoich żołnierzy. {1008} Oblężeni cierpieli wszystkie okrucieństwa głodu, ale ich wytrwałość była bezskuteczna, zmuszeni byli poddać się, by zachować swoje życie, które zdali na łaskę zwycięzcy. Zamek książęcy, po wzięciu miasta, nie mógł się dłużej opierać, i jego nieprzebrane skarby, które książęta ruscy tam zgromadzili, stały się łupem Polaków.

Po tej wyprawie król posłał swoje oddziały na leże zimowe w okolice Kijowa, gdzie pozostał on sam wraz ze Świętopełkiem, którego przywrócił na tron. Jarosław już z nim więcej nie walczył. Miał nadal w Kijowie przyjaciół i kontakty, dzięki którym znał wszystkie kroki króla. Wiedząc, że jest on w tym mieście z niewieloma oddziałami, stworzył tajemnie ruchomy obóz, by króla porwać lub zabić; ale spisek został odkryty. Król miał czas, by zgromadzić część swojej armii, ścigał Jarosława, gdy go zobaczył, przekroczył Borystenes [Dniepr] i sforsował jego obóz, i rozbił jego oddziały pośrodku ich okopów. Jarosław i tak miał szczęście, że uratował się w kilka koni do Nowogrodu. Chciał opuścić to miasto, w obawie bycia oblężonym, lecz mieszkańcy go uspokoili, i zrobili wszystko, by przywrócić fortunę swojemu księciu; sami zebrali siły wojskowe, i nałożyli dobrowolnie podatek dla ich utrzymania. Jednakże świeża pamięć ostatniej klęski kazał im obawiać się następnej, i te przygotowania nie dały skutku.

{Wiarołomność Świętopełka} Przysługi, które Świętopełk otrzymał od króla Polski, zobowiązywały go do całkowitej wdzięczności, jednakże spoglądał on na Polaków, których - jak sądził – już nie potrzebował, jaka na największych wrogów,  i imał się najbardziej krwawego środka, by się od nich uwolnić. Zaplanował masakrę tak wielu dzielnych żołnierzy, którym zawdzięczał swoją koronę i swoje życie. Masakra już się rozpoczęła, gdy król został zawiadomiony o tym ohydnym spisku. Wsiadł natychmiast na konia, zebrał w pośpiechu część swojej armii. {Zdobycie Kijowa} Kiedy się ukazał, podstępny Świętopełk nie miał odwagi, by bronić swojej zbrodni w bronią w ręku; uciekł wraz z nadejściem armii polskiej. Król wkroczył do Kijowa jak do miasta wrogiego, zdanego na jego łaskę, wszystko zostało splądrowane i spustoszone. Polacy obładowani łupami całej Rusi, wrócili do swojego kraju, ale nawet swój odwrót upamiętnili nowym zwycięstwem.

{1009} Jarosław znalazł nowe wsparcie w wierności mieszkańców Nowogrodu. Widząc, że jest na czele licznej armii, wierzył, że może wyrwać z rąk Polaków zdobycz, którą byli obładowani. Ponieważ bardzo dobrze znał kraj, ukrył swój pochód, i postępował za Polakami tak skrycie, że nie mogli go dostrzec. Celem jego było zaskoczyć ich wtedy, gdy będą się czuli najbardziej bezpiecznie, a jednocześnie znajdą się w jakimś niebezpiecznym miejscu. Król przybył już na brzeg Bugu, i zbliżał się już do granic Polski. Wierząc, że wróg został pokonany,  lub jest bardzo daleko od niego, odprawił część oddziałów, resztę przygotowywał do przejścia rzeki, gdy straże podniosły alarm na odgłos pojawiającej się armii Jarosława. Król nie dał po sobie poznać, jak wielkie jest niebezpieczeństwo, a jego roztropność była mu, na tę okazję, nie mniej niezbędna, jak jego odwaga. Zgromadził oddziały, dowódców napełnił odwagą, ożywił i rozgrzał żołnierzy. Widząc ich pełnymi zapału, uprzedził wroga i pomaszerował przeciw tym, którzy wierzyli, że go zaskoczą. Dwie armie się spotkały; walczono; król na czele elitarnego batalionu [zostawiłem w przekładzie ten anachroniczny tu termin] zgniatał i obalał wszystkich, którzy mu stanęli naprzeciw. Jarosław był także straszny, i dwaj dowódcy byli na równi zwycięzcami wszędzie tam, gdzie się spotkali. Ale po kilku godzinach walki zapał Rusinów zaczął stopniowo zwalniać. Król to dostrzegł, zaczął ich naciskać i bardziej żywo atakować. Z szablą [kolejny anachronizm, albo literackie wyrażenie] w ręku, rzucił się w największy wir bitewny; wszystko stało przed nim otworem, bił i obalał wszystkich, którzy mu stanęli naprzeciw. Wkrótce wkraczał ze wszystkich stron, rzędy wojska się przerzedzały, liczebność nieco opóźniała poddanie się królowi, w końcu wszyscy ulegli królowi. Jarosław uciekł, i zostawił haniebnie oznaki swojej godności, z obawy, by nie wpaść żywym w ręce wroga. Wtedy klęska stała się powszechna, była to już nie bitwa, ale potworna klęska. Podobnie jak potem Polacy zatriumfowali nad Moskowitami, stawszy się potem ich panami i ich gnębicielami. {1010} Jarosław miał jeszcze dość sił, by podnieść się ze wszystkich swoich klęsk. W następnym roku podjął on kampanię wojenną, by pognębić wiarołomnego Świętopełka, który już nie miał pomocy ze strony Polaków. Pokonał go w dwóch wielkich bitwach, zmusił go do ucieczki i spustoszył wszystkie jego włości. Świętopełk w takiej ostateczności wierzył, że wciąż jeszcze może rzucić się w ramiona króla Polski, o błagać o ochronę tego, kogo sam tak niegodnie zdradził. Król, czy to przez życzliwość, czy to dla racji politycznych, chciał wznowić z nim relacje, i przygotowywał się do wkroczenia na Ruś, by przywrócić do do władzy, lecz śmierć Świętopełka, która zdarzyła się tymczasem, udaremniła to przedsięwzięcie.

{1011} Brzetysław, syn Wislasa [zapewne chodzi o Briaczysława, syna Iziasława], książę połocki [w oryginale jako Potocko] podjął się pomścić klęskę i śmierć swojego stryja Świętopełka. Młody książę na początku odniósł sukcesy. Zajął całe księstwo nowogrodzkie, i opanował także miasto o tym imieniu. Ale Jarosław, które oczekiwała go, gdy będzie wracał, pokonał na brzegach rzeki Sadomir.

Wreszcie Jarosław, który dotąd nikomu, oprócz Polaków, pola nie ustąpił, i którego ambicja wydawała się rozciągać na wszystkie włości jego ojca Włodzimierza, znalazł wroga bardziej od siebie zręcznego, lub bardziej szczęsnego. Mścisław [w oryginale: Miecslas], jego brat, wierzył, że w jego własnym interesie byłoby przeciwstawić się postępowi tak strasznej potęgi, i ograniczyć ją do słusznych granic. Wypowiedział wojnę Jarosławowi, odniósł nad nim dwa wielkie zwycięstwa, i stał się panem  Kijowa. Ale to nie ambicja sprawiła, że chwycił za broń przeciw swojemu bratu. Kontentując się upokorzeniem Jarosława, i daniem mu nauczki, że może być pokonany, zwrócił mu wspaniałomyślnie to, co na nim zdobył, i nie zachował dla siebie nic więcej, jak tylko chwałę tak bezinteresownego zwycięstwa.

{1012 Zdobycie Saksonii} Gdy wojna ruska skończyła się tak pomyślnie, król obawiał się, by odpoczynek nie rozstroił odwagi żołnierzy, i by zachowa ich w nawyku zwyciężania, postanowił przenieść wojnę do Saksonii. Sasi byli dotąd wolni, ale w końcu musieli przyjąć rozkazy wielkiego Bolesława. Strach poprzedzał jego marsz, i sprawił, że wrogowie nie ośmielili się pokazać przed królem, i wycofali się do trudnych do przebycia lasów. Polacy zniszczyli cały ich kraj, i wzięli zeń znaczący łup. Przy powrocie z tej wyprawy, król kazał postawić dwa żelazne słupy nad brzegami Łaby, zarówno jako wieczny pomnik zwycięstwa, jak też by wyznaczyć granice swojego królestwa.

{1013 Podbój Pomorza} Pomorze i Prusy także poczuły siłę jego wojsk. Ta pierwsza prowincja wzięła się z podziału Polski. Sądzie się, że Leszko III dał ja we władanie licznym spośród sowich nieślubnych synów, pod warunkiem, że ulżą oni koronie; lecz ci drobni książęta potem się zbuntowali, i dzięki kłopotom państwa, lub też słabości królów, długo utrzymywali niezależność. Bolesław Wielki zmusił ich, by uznali go za swojego seniora, lecz, jako że patrzył na nich jak na dawnych przyjaciół, żądał od nich tylko wierności i hołdu, bez żadnego trybutu. {1015 Podbój Prus} Prusy także zostały zmuszone przyjąć jego rozkazy, i płacić mu trybut, taki, jaki zechce nałożyć.

Po zapewnieniu Polakom – dzięki pokonaniu wrogów – odetchnienia, sprawił, że w ciągi kilku lat pokoju jego ludy skosztowały owoców zwycięstw. Zabrał się za uregulowanie zarządu wnętrza swojego królestwa. Sprawił prawa, o dbał o to, by je zachowywano. Ten szczęśliwy spokój został zakłócony przez nową wojnę, którą wzniecił Jarosław, książę Rusi. Zniszczenia, które poczynili Polacy w jego kraju, ich zwycięstwa, zdobycie i zniszczenie Kijowa, stolicy księcia, uczyniły go nieubłaganym wrogiem Polski. {1018} Od dłuższego czasu przygotowywał się do zemsty. Wreszcie rozpoczął. Wszystko wydawało się uginać przed potęgą tak straszną, jak jego. Jego armia była niezliczona, a przygotowania i narzędzia wojenne odpowiadały liczbie żołnierzy. Bolesław Wielki nie był ani trochę tym zdziwiony, i miała oddziały gotowe do przeciwstawienia się wrogowi. Kiedy dowiedział się, że Jarosław wyruszył na kampanię, także do niej przystąpił, i, zadbawszy o bezpieczeństwo swoich twierdz, i podjął wyprawę na Ruś, by uprzedzić wrogów, lub poczynić dywersję w ich kraju, gdyby już weszli do Polski. {Jarosław, książę Rusi, jest pokonany przez Bolesława} dwaj władcy spotkali się nad brzegami Bugu, rzeki już wsławionej pierwsza klęska Jarosława. Król kazał zrobić przerwę, i zamknąć oddziały w obozie, by dać im trochę odpoczynku; lecz przypadek, i wrogość dwóch stron, doprowadziły od razu do głównego działania. Stajenni armii polskiej pławili konie w wodach rzeki, kiedy zostali napadnięci przez paru żołnierzy wrogiej armii. Polacy przybiegli na pomoc swoim ludziom, przybywali początkowo małymi oddziałami, następnie, tak jak sprowadził ich przypadek, ich liczba wzrastała, wrogowie także się przyłączali. Zrobił się wielki hałas, z obu stron biegnięto w szale po broń, dowódcy musieli pójść za swoimi żołnierzami; Polacy, bardziej czynni, rzucili się do rzeki, przemierzyli ją wpław, znaleźli wrogów jeszcze nieuzbrojonych, z zapałem na nich ruszyli; pierwsze szeregi się załamały, Rusini rzucili się do ucieczki, przez co wywołali popłoch w obozie. Wszystkimi owładnął paniczny strach; nic nie mogło powstrzymać ich ucieczki. Jarosław, zmieszany, pozbawiony nadziei i pokonany bez możliwości walki, został zmuszony porzucić swój obóz i tabory, i uciekać ze swoimi ludźmi.

Pościg dopadł większość przy życiu, a że król zabronił zabijania pojmanych, ich liczba przekroczyła liczbę zwycięzców. Bolesław stał się panem wszystkich Rusinów; lecz można by powiedzieć, że sprawił on, że widziano tyle łagodności, że Rusini raczej dobrowolnie się poddawali, niż byli zwyciężani. Gdy Jarosław poprosił go o pokój, łatwo go otrzymał. Jeńcy zostali zwolnieni bez okupu, i Bolesław, zadowoliwszy się niewielkim trybutem, umiał, dzięki umiejętnej łaskawości, uspokoić rozhukany zapał tych wojowniczych ludów, którego nie mogły dotąd poskromić siła wojska i liczne klęski.

{1025} Po tym zwycięstwie Polska nie miała już więcej wrogów, którzy ośmieliliby się burzyć; cieszyła się głębokim pokojem, dopóki żył Bolesław. {Śmierć Bolesława} Ten wielki władca zmarł  wieku 58 lat, po 25 latach panowania. Nastąpił po nim jego syn Mieszko [w oryginale: Miesclas], i został koronowany w Gnieźnie przez arcybiskupa tego miasta. W tym samym czasie zmarł także cesarz Henryk Bawarski, którego Kościół zaliczył w poczet świętych.

CO MAMY:

 {Śmierć Bolesława} Ten wielki władca zmarł  wieku 58 lat, po 25 latach panowania.
    Tutaj mamy łgarstwo Kościoła, osoba duchowna potwierdza, jaka była faktyczna data koronacji.

Podobnie jak potem Polacy zatriumfowali nad Moskowitami, stawszy się potem ich panami i ich gnębicielami. 
 Nadal czytelniku myślisz, że nie mamy ocenzurowanych kronik.

- {1012 Zdobycie Saksonii} Gdy wojna ruska skończyła się tak pomyślnie, król obawiał się, by odpoczynek nie rozstroił odwagi żołnierzy, i by zachowa ich w nawyku zwyciężania, postanowił przenieść wojnę do Saksonii. Sasi byli dotąd wolni, ale w końcu musieli przyjąć rozkazy wielkiego Bolesława. Strach poprzedzał jego marsz, i sprawił, że wrogowie nie ośmielili się pokazać przed królem, i wycofali się do trudnych do przebycia lasów. Polacy zniszczyli cały ich kraj, i wzięli zeń znaczący łup. Przy powrocie z tej wyprawy, król kazał postawić dwa żelazne słupy nad brzegami Łaby, zarówno jako wieczny pomnik zwycięstwa, jak też by wyznaczyć granice swojego królestwa.
Mamy dokładna ilość pali na Łabie.

-  {1013 Podbój Pomorza} Pomorze i Prusy także poczuły siłę jego wojsk. Ta pierwsza prowincja wzięła się z podziału Polski. Sądzie się, że Leszko III dał ja we władanie licznym spośród sowich nieślubnych synów, pod warunkiem, że ulżą oni koronie; lecz ci drobni książęta potem się zbuntowali, i dzięki kłopotom państwa, lub też słabości królów, długo utrzymywali niezależność. Bolesław Wielki zmusił ich, by uznali go za swojego seniora, lecz, jako że patrzył na nich jak na dawnych przyjaciół, żądał od nich tylko wierności i hołdu, bez żadnego trybutu. {1015 Podbój Prus} Prusy także zostały zmuszone przyjąć jego rozkazy, i płacić mu trybut, taki, jaki zechce nałożyć.
Bez komentarza.



Teraz proszę porównać co mamy z przetłumaczoną Kroniką Bielskiego

https://books.google.pl/books?id=zi0LAAAAIAAJ&pg=PA52&lpg=PA52&dq=Wisimir&source=bl&ots=LziUwukFJm&sig=1uGNTT2asYp2PXhhbZkJeTdpgSA&hl=pl&sa=X&ved=0ahUKEwio5rKN4O_aAhXEhiwKHZXFDusQ6AEIaTAO#v=onepage&q=Wisimir&f=false

Nie pisze się tak naprawdę jakiegoś logicznego wyprowadzenia tak jak w Kronice Bielskiego, więc należy napisać naszą historię inaczej, z innej strony.
Postawmy sobie pytanie kim był Grakch, który został wybrany na sejmie na władcę. Załóżmy, że był wandalskim wojewodą, czyli jednym z dowódców wojskowych, który został wybrany na władcę. Ale Wandalów sobie Niemcy lubią przypisywać, więc należy ostatecznie ustalić jakim językiem mówili i do jakiej grupy etnicznej należeli.
Czy oprócz fragmentów przytaczanych obecnie jest jakiś dokument, który powinien rozwiać ostatecznie  wątpliwości i być katapultą do innego spojrzenia na Kronikę Prohora (Prokosza) i Kronikę Kadłubka, która jest tak naprawdę wypisami Kroniki Wandalskiej.
Tak jest taki dokument, który jest rzadko cytowany, a ci historycy co go cytują, w ogóle go nie czytali. To dokument Konstantyna VII Porfirogenety - De administrando imperio.
I niedługo zamieszczę jego tłumaczenie.